"-Stałem się takim chamem, że to jest aż przesada. Cholernie się zmieniłem. Nie poznaje się.
-I tak źle się z tym czujesz?
-Tak. Nie. Nie wiem. Ludzie mnie wkurwiają...
-Mnie też. Ale mam ich w dupie. Do wszystkiego trzeba mieć dystans."
Kto to mówi...
"-Najgorsze jest to, że ludzie pstrzegają mnie jako człowieka bez uczuć.
-Każdy ma uczucia, tylko nie każdy je okazuje. I nie każdy je dostrzega."
Czasami kłamiemy, żeby sprawić innym przyjemność... Czasami chcielibyśmy, żeby inni nam tak "nakłamali"...
"-Ale dla nich jestem taki zwykły. Nie jestem nikim wyjątkowym.
-Aż tak Ci na tym zależy?
-No tak. Oni mnie postrzegają tak, jak ja ich.
-Bo Cię nie znają. Jesteś dla nich "ogólny". Gdybyś pozwolił się poznać, wiedzieliby, że nie jesteś szary i zwykły."
Bo zawiesiłam się gdzieś w okolicach Lisa w musicalu "Mały Książę"...
Ha! I niech mi ktoś powie, że wizyta u fryzjera nie poprawia humoru!
I że choć godzina na dancefloorze nie poprawia humoru! I piwo ze znajomymi! I spacer! I wizyta w muzeum anatomii! I słońce! I zakupy! I sok pomarańczowy!
Wiem, wiem.. znowu przesadzam. No to co!
Wyrzuty sumienia z powodu A. Ale przecież nigdy nie jest za późno. Tak sądzę. Przynajmniej to jest dobry przykład.
Ale przecież wsyztko będzie dopsz. To się wie. To się czuje w powietrzu.
Po bardzo miłym, acz ciężko przepracowanym przedpołudniu, byłam pewna, że już nic nie popusje mi dziś humoru.
Ale kiedy obserwując przez okno strugi deszczu uświadomiłam sobie, że wszystkie te pozytywne rzeczy, całe to "niczego mi juz nie potrzeba do szczęścia", całe to bycie twardą.. to po prostu nie ja. Pękłam. Ot tak po prostu. Nie potrafię nie być sobą, aż tak... Coś mnie gubi na tej drodze...
I to izolowanie się od ludzi, które w efekcie sprawia, że czuję się po prostu samotnie. Wszystko jest ok, dopóki nie zdasz sobie sprawy, że nie masz już nad tym kontroli. Nie chce być aspołeczna... Samo mi tak wychodzi... Wszystko się dzieje samo...
Edit>23.03.2007>21:35
Ale jest lepiej, kiedy ktoś chce spędzić z Tobą czas.
Kiedy masz z kim wypić kawę. Masz z kim podzielić się herbatą. Słowem, myślą, uśmiechem...
Po tylu dziwnych snach przychodzi w końcu noc bezsenna.
Leżę i gapię się w sufit.
Ku mojemu zdziwieniu po twarzy spływa powoli łza.
I zaraz potem kilka następnych.
Muskają moją twarz, łechcą za uchem, spływają po szyji i karku aż w końcu w okolicach łopatek wsiąkają w poduszkę.
Skąd się wzięły?
Tłumaczę sobie, że było ich już po prostu za dużo i prędzej czy później by się uwolniły.
Chwilę później uświadamiam sobie, że to są łzy braku zrozumienia.
Bo jest mnóstwo osób, które starają się mnie zrozumieć, a mnie brakuje tej, która naprawdę by mnie rozumiała.
Ale to nic. To nic.
I cały czas wracam myślami od słońca, za którego promieniami bądź co bądź tęsknię.
Czuję się jakby przejżana na wylot. Taka naga dla świata. Naciągam kołdrę pod sam nos. I dalej jest mi zimno... Zimno, a coś we mnie płonie...
Edit:22.03.3007>20:43
Moje poczucie czasu jest doprawdy zaskakujące.
Potrafię np. ugotować jajko, które było w lodówce idealnie na miękko, z czym wiele osób ma problemy. Nie wiadomo 3 czy 5 minut. A może w ogóle inaczej... W błahych sprawach zawsze wiem ile potrzeba czasu.
A w sprawach ważnych/poważnych, nigdy nie wiem czy już, czy jeszcze. Czy trzeba jeszcze poczekać, czy też jest już za późno.
I to nie chodzi o ten stan, kiedy szumi Ci w głowie.
Kiedy alkoholu i nikotyny jest za dużo.
To chodzi o to, że poznajesz zajebistych ludzi, że okazuje się, że ludzie w jakiś sposób Cię potrzebują. I jest po prostu dobrze. Śmiejesz się, planujesz... Wszystko jest naprawdę pozytywne. I najlepsze jest to, że wiesz, że dopóki masz tych ludzi w okół siebie cały czas będzie pozytywnie. Bo są osoby, które po prostu nie pozwalają na to, żeby Twój umysł przeszyła nić zwątpienia czy smutku.
A pewne rzeczy śmieszą. Tak po prostu. I nie to, że są żałosne, ale tak cholernie przewidywalne. Jednak druga strona medalu też jest pozytywna. Jak to było? Że kogoś "coś" trzyma ^^
I są jeszcze rzeczy, których nie możesz się doczekać. I to Cię motywuje, i to jest cudowne. I to ma wreszcie sens! ^^
"-(...)Ale na twojej planecie mogłeś przesunąć krzesełko o parę kroków i oglądać zachód słońca tyle razy, ile chciłeś...
-Pewnego dnia oglądałem zachód słońca czterdzieści trzy razy - powiedział Mały Książę, a w chwilę później dodał: - Wiesz, gdy jest bardzo smutno, to kocha się zachody słońca."
Tak, zachody są piękne, ale ja zdecydowanie wolę wschody słońca. Mogłabym oglądać je w nieskończoność, byle by wymalowane były innymi barwami, innymi chmurami, innym horyzontem. I lubię je bynajmniej nie z powodu smutku. Ot uważam je za jedną z najlepszych chwil na refleksję. No i może jeszcze z paru innych powodów.
Bo do życia trzeba mieć dystans. W ogóle do wszystkich spraw. I wtedy jest pozytywnie. Dystansu nabiera się z czasem. Zdarza się, że bardzo krótkim.
Jeśli pewną rzecz, może zależność, zauważa równocześnie Pani Serce i Pan Rozsądek, znaczy to, że tak jest w istocie. Może nie tyle jest, co będzie. I tu chciałabym coś zacytować, ale szlag trafił archiwum rozmów. Tak czy inaczej dotyczy sytuacji, w której okazuje się, że wszyscy Cię zostawili. To coś w stylu "obudzić się z ręką w nocniku". Ok, nie bawmy się w wielkich proroków.
Może masz w głowie myśli bardziej szalone niż ja
Może masz skrzydła, których by Tobie pozazdrościł ptak
Może masz serce całe ze szlachetnego szkła
Może masz kogoś, a może właśnie kogoś Ci brak
Nie płacz, nie płacz, o nie
Może masz oczy, w których nie gościł dotąd strach
Może masz w sobie niechęć do wojny i brudnych spraw
Może masz litość, a może uczuć już w Tobie brak
Może masz wszystko lecz nie masz tego co mam ja
Nie ma nikt takiej nadziei jak ja
Nie ma nikt takiej wiary w ludzi cały ten świat
Nie ma nikt tylu zmarnowanych lat
Nie ma nikt bo któż to wszystko mieć by chciał
Tylko ja, tylko ja
/IRA
Edit>14.07.2007>08:32
Przypomniałam sobie pewien obrazek.
I uświadomiłam, że nigdy nie spodziewałabym się po sobie TAKICH słów.
Nie, nie żałuję, bo pewnie i tak nikt ich nie pamięta, tylko dziwię się jak mi to przeszło przez gardło... Widocznie było szczere...
Czasami jest inaczej.
Czasami nie chodzi o bliśkość przyjaciół.
Nie chodzi mi już o nic... Bo nie ma sensu.
Nadintrpretacja. Nie powinnam nic mówić. Tak, teraz, kiedy nauczyłam się mówić to, co myślę, nie powinnam tego robić. Nic nie powinnam.
To jest tak, że w życiu trzeba mieć farta. A ja jestem za dobra, za uczciwa, za bardzo szanuję innych. Nie potrafię patrzeć na coś całkowicie subiektywnie, zawsze patrzę przez pryzmat kogoś jeszcze.
A ja za wysoko mierzę. I nie w tym recz, że jestem niedostępna. Bo to nieprawda, po prostu pownnam brać to, co osiągalne. Przecież nie ma ideałów. Nie ma.
Zdarza się, że mam to gdzieś. Liczy się chwila. Liczy się muzyka w tle, liczy się ciepła kołderka, liczy się to dziwne uczucie. Takie nienazwane. Niezidentyfikowane. Niepewne.
Czemu do cholery czuję jak zaciska mi się gardło, czemu do cholery czuje zbierające się łzy? A było tak pozytywnie. Cóż.. nie można mieć wszystkiego...
Edit>19:19
Wielowątkowość
Drugie dno
Głęboki sen, przerwany w złej fazie
Świat spłynął razem z błotem...
Edit>12.03.2007>19:46
Męczy Cię towarzystwo pewnych osób. Czasem po prostu masz ochotę się wyrwać. Czasem 2 godzinki na alejkach przy szkole w dobrym towarzystwie jest zbawienne, a popołudnie z przyjaciółką wręcz oczyszczające. Czasem w tym wszystkim nie liczą się osoby trzecie.
A czasem myślisz, że słońce nigdy nie zachodzi. To tylko jakiś cholerny horyzont je zasłania. Ale słońce czasem razi... Spala... Wypala...
Tak samo jak trudno jest wybrać między duszą i ciałem, tak trudno jest wybrać między sercem, a rozumem. Nie da się z niczego zrezygnować. Nie wierzę, że istnieje taka możliwość. Trzeba znaleźć złoty środek.
Coś mnie zabolało i bynajmniej nie chodzi tu o mój zepsuty paluszek.
Gdybym mogła, gdybym tak mogła
Wydrzeć sobie serce i odrzucić serce
I być bez serca, byłoby mi lepiej,
Dużo lepiej, byłoby najlepiej,
Chociaż nie wiem, nie wiem, nie wiem...
Znów odnalazłam się w sztuce. Ale przerażają mnie ludzie w szufladzie. To wszystko brzmiało tak znajomo. Niektórzy nie rozumieli, ale ja widziałam tam siebie. Moje urojenia. Mój świat.
Un: "Kilka świetlików przypiętych do nieskończonej chmury kosmosu"
Gwiazdy.
A ja wiem, że moja gwiazda gdzieś tam świeci. Jej promienie mnie omijają ale są. Są. Ciągle w oczach mam, jak on tańczył, słońce moje...
Deux: Wystarczy tylko taka głupia okoliczność, nowe otoczenie, dużo kofeiny, nikotyny i The Cure w tle. No i osoba, której możesz się wygadać. I gadasz i gadasz. I można to ciągnąć jeszcze wieeele godzin. Wychodzisz i jest Ci tak lekko, masz nowe poglądy na pewne sprawy i zastanawiasz się tylko, czemu taka okoliczność pojawiła się tak późno. Nigdy nie jest za późno.
Trois: Cokolwiek to znaczy, jest tylko czymśkolwiek, dopóki nie wiem, czym jest.
Edit>07.03.2007>20:49
Tak, pięknie, wręcz sterylnie. Dziękuję. Ale dla mnie to jest ingerencja w moją prywatność. Świętokradztwo, wprost zbeszczeszczenie sanktuarium prywatności. Niby nic, ale sam fakt, że ktoś choć przez chwilę miał w łapach Rozkminiacz i mógł go z czystej ciekawości otworzyć na przypadkowej stronie... Nie mnie to nie wkurza... nie przeraża... ot odebrałabym to jak gwałt na umyśle i duszy. Wdech i wydech. Nigdy więcej!
Nie wiem, co mnie ostatnio tak cieszy i co mi daje motywację, żeby rano wstać i żeby umiechać się do ludzi na ulicy, ale to musi być coś nowego. To coś stwarza pozytywną aurę w powietrzu. Powduje, że każda kropla deszczu wcale nie wydaje się być smutna, tylko fascynująca. To coś takie nienamacalne, a cały czas czuje jak mnie obejmuje swoimi ciepłymi ramionami i szepta miłe słowa do ucha. I jak tu się nie uśmiechać.
I zakochałam się. Padło na The Cranberries. Skrajna zajawka.
1. Odnośnie myślenia pełnymi zdaniami. Jest to czynność dość męcząca, aczkolwiek rozwijająca zasób słów, umiejętność wysławiania się, nazywania uczuć... Czago nazywania?
2. To jest takie uczucie (tak, a jednak), które w swej przyjemności jest niesaowicie irytujące i na odwrót. Coś co kochasz i nienawidzisz równocześnie. Brzmi znajomo, co? No widzisz, widzisz...
3. Opowiedzieć komuś książkę, to jak dać mu tort i odebrać wisienkę.
4. Konspiracja zawsze budzi tyle emocji ^^
5. Wypełniając podanie o dowód w miejscu "drugie imię" powinnam była wpisać Pomyłka, Nadzieja albo Sprzeczność. Pani urzędniczka, zapytała natomiast o moje panieńskie nazwisko. A to jej się udał dowcip.
6. Dostałam opieprz, że nie da się ze mną pogadać, dogadać, umówić... A ja, jako osoba nader niekonkretna, uwielbiam konkrety. Lubię jak ktoś mówi prosto z mostu. "Słuchaj chylka, jest tak i tak." Albo "umawiamy sie tam i tam". Pozostawianie mi możliwości wyboru jest opcją najgorszą z możliwych, dla obu stron.
7. Pomimo wszystkich "ale" jest pozytywnie. Wiosna?