Wszystko, co normalnie jest żałosne teraz staje się przeraźliwie smutne
Chcesz naprawiać świat mając do dyspozycji tylko własne dłonie skute łańcuchem z chorym umysłem
Nie możesz mówić, bo Twoje zgryzione usta zrosły się w nierozerwalną bliznę
A oni ciągle dziwią się czemu
Ciągle pytają
I gdy już wyciągasz do nich rękę, wbijają w nią zęby
Zbierasz powody, by nigdy już...
i śnisz swój sen nienasycony i wypłakujesz w modlitwach oczy, bezgłośnie wołasz o odrobinę ciepła, nic więcej.
Kiedyś myślałaś, że jesteś złożona, skomplikowana
I że nikt nie będzie w stanie odczytać Twego toku myślenia
Zrozumieć słów
Nic bardziej mylnego
Jesteś doskonale czytelna, prosta, przewidywalna
Ale sama musiałaś to sobie uświadomić
I nie ma już metafor
Wszystko stało się beznadziejnie widoczne
Chciałaś się wyrzygać - mówisz i masz
Teraz wszyscy mogą patrzeć na twoje bebechy
Mogą nimi poniewierać
Mogą po nich skakać brudnymi butami
I nikt nie nazwie tego gwałtem
A potem jak zaczniesz się psuć, będą Cię omijać
Tak to jest gnić za życia
Mówisz i masz
Obrzydliwa jestem ostatnio
Obrzydliwy jest świat ostatnio